Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Spis treści

Życie św. Scholastyki jest nierozłącznie związane z życiem św. Benedykta ze względu na to, że byli rodzeństwem, tradycja nawet mówi, że bliźniętami. Scholastyka od najmłodszych lat pragnęła żyć wyłącznie dla Boga.

Kiedy św. Benedykt założył pierwsze wspólnoty w Subiaco, powstał też klasztor dla mniszek, w którym zamieszkała Scholastyka. Klasztor ten istnieje do dziś. Można też oglądać grotę, gdzie rodzeństwo się spotykało na duchowych rozmowach. Gdy Benedykt udał się na Monte Cassino, jego siostra prawdopodobnie poszła za nim i w pobliżu jego klasztoru założyła żeńską wspólnotę.

Scholastyka odwiedzała swego brata tylko raz na rok i wtedy rozmawiali na duchowe tematy. Ostatnia rozmowa rodzeństwa odbyła się w 542 r. i zanotował ją św. Grzegorz Wielki w swoich Dialogach. W opisie tego spotkania Benedykt okazał się Mistrzem Posłuszeństwa (tak też nazywa go Pierre Marie Delfieux, założyciel Jerozolimskich Wspólnot Monastycznych), zaś Scholastyka okazała się prawdziwą Mistrzynią Miłości. Św. Grzegorz określa ją jako „tę, która bardziej umiłowała". W trzy dni po tych odwiedzinach odeszła Scholastyka do nieba.

Wśród bogatych doświadczeń życiowych św. Benedykta szczególne miejsce zajął właśnie związek z jego siostrą Scholastyką. Kobieca wrażliwość okazała się zbawiennym uzupełnieniem jego surowej męskiej wizji klasztoru. Reguła dla mnichów, którą napisał św. Benedykt pod koniec życia, jest spójną syntezą miłości i posłuszeństwa.


Z Drugiej księgi Dialogów św. Grzegorza Wielkiego, papieża (rozdz. 33-34)

Więcej osiągnęła ta, która więcej kochała 

Scholastyka, siostra świętego męża Benedykta, wszechmogącemu Panu poświęcona już od najwcześniejszego dzieciństwa, zwykła raz na rok brata odwiedzać. Mąż Boży schodził do niej i przyjmował ją niezbyt daleko od bramy klasztoru, już na klasztornej ziemi. Pewnego razu przybyła jak zawsze, a czcigodny jej brat zszedł do niej razem ze swoimi uczniami. 

Cały dzień spędzili chwaląc Boga i rozmawiając o Jego sprawach, a kiedy zmierzch zapadł, spożyli razem posiłek. Siedzieli jeszcze przy stole i robiło się coraz później, oni zaś ciągle nie mogli skończyć rozmowy o sprawach Bożych. Wówczas mniszka ta, siostra Benedykta, powiedziała do niego: "Proszę cię, nie porzucaj mnie tej nocy! Rozmawiajmy aż do rana o radościach życia wiecznego". "Cóż ty takiego mówisz, siostro?" - odparł Benedykt. - "Nie mogę spędzić nocy poza klasztorem". 

A niebo było tak pogodne, że nigdzie nie było widać najmniejszej nawet chmurki. Kiedy jednak Scholastyka usłyszała odmowę brata, złożyła ręce na stole i skłoniła na nie głowę modląc się do Pana wszechmogącego. Skoro głowę uniosła, zerwała się tak wielka burza z piorunami i błyskawicami, lunęła taka ulewa, że ani czcigodny Benedykt, ani towarzyszący mu bracia nie mogli jednym krokiem wyjść na dwór. Mniszka bowiem skłaniając głowę na ręce, wylała potoki łez, które przemieniły pogodę w deszcz ulewny. Wówczas mąż Boży widząc, że nie zdoła powrócić do klasztoru, zmartwiony, zaczął się skarżyć: "Niech ci wybaczy Bóg wszechmogący, siostro, co ty zrobiłaś?" Ona zaś odrzekła: "Prosiłam cię, a nie chciałeś mnie wysłuchać. Poprosiłam Pana mego i wysłuchał mnie. Teraz więc wyjdź, jeśli zdołasz, zostaw mnie i wracaj do klasztoru". On jednak nie mógł wyjść na dwór i choć zostać się nie godził, pozostał wbrew samemu sobie. Tak doszło do tego, że całą noc czuwali wspólnie i rozmawiali o sprawach Bożych znajdując pokrzepienie we wzajemnej wymianie świętych myśli. 

A oto trzy dni później, gdy mąż Boży znajdował się w swej celi, podniósł oczy ku niebu i zobaczył, jak dusza jego siostry opuściwszy ciało w postaci gołębicy ulatuje w głębiny niebieskie. Radując się wraz z nią tak wielką jej chwałą, złożył dzięki Bogu, po czym oznajmił braciom o jej śmierci. Posłał ich też zaraz po ciało Scholastyki, by przynieśli je do klasztoru i pochowali w grobowcu, który dla siebie samego przygotował. Podobnie więc jak duchem byli zawsze jednym w Bogu, tak i grób ciał ich nie rozłączył.